
BARDZO PILNA AKTUALIZACJA❗️(25.09.2026)
"Nie czuję własnych dłoni". Prosimy - pomóżcie! Wygrała z rakiem - teraz walczy o sprawność!
Jeszcze niedawno walczyła o życie. Dziś walczy o coś, co kiedyś było oczywiste – żeby pewnie utrzymać kubek, zapiąć guzik, sprawnie chodzić. Aneta przeszła ciężkie leczenie agresywnego chłoniaka. Choroba ustąpiła, ale jej skutki zostały. Odrętwiałe dłonie i stopy, osłabienie i powikłania po chemio- i radioterapii każdego dnia przypominają jej o tym, co przeszła. Przed nią kolejny turnus rehabilitacyjny.
Kiedy jesienią trafiła do szpitala z opuchniętym okiem, nie spodziewała się, że usłyszy diagnozę agresywnego chłoniaka z dużych komórek B. Wszystko wydarzyło się nagle. Musiała rozpocząć leczenie, a jednocześnie martwić się o swojego syna Piotra, który ma Zespół Aspergera i orzeczenie o niepełnosprawności.
Aneta przeszła chemioterapię i radioterapię. Dziś najtrudniejszy etap leczenia ma już za sobą, ale jej organizm nadal zmaga się z jego konsekwencjami.
"Zwykłe czynności stały się dla mnie wyzwaniem"
Największym problemem są polineuropatie. Odrętwienie dłoni i stóp towarzyszy Anecie każdego dnia. W lipcu, podczas konsultacji neurologicznej, okazało się, że choć ogólne wyniki nie są złe, problemy z czuciem nadal bardzo mocno wpływają na jej życie.
Wypadają jej rzeczy z rąk. Kubek podnosi oburącz. Zapięcie guzika w bluzce stało się wyzwaniem. Odrętwienie dłoni rozeszło się z palców na całe dłonie, a stopy pozostają odrętwiałe od palców aż do pięt.
Jednocześnie Aneta widzi efekty rehabilitacji. Dzięki systematycznym ćwiczeniom chodzi już lepiej. Wie, że właśnie dlatego nie może teraz przestać pracować nad sprawnością.
Przed nią kolejny ważny krok
W drugiej połowie września Aneta wyjeżdża na turnus rehabilitacyjny do Jarosławca. Czekają ją kolejne zabiegi, ćwiczenia i intensywna praca nad odzyskaniem sił.
Po turnusie chce kontynuować rehabilitację również poza NFZ. Potrzebuje także środków na suplementację i zdrowe odżywianie, które pomogą jej odbudowywać organizm po ciężkim leczeniu.
Do połowy kwietnia była na rocznym świadczeniu rehabilitacyjnym. Obecnie otrzymuje rentę z tytułu niezdolności do pracy, przyznaną czasowo na dwa lata. Jej ogromnym marzeniem jest powrót do pracy i normalnego życia. Ma motywację i chęci. Potrzebuje tylko czasu i możliwości, by odzyskać sprawność.
"Nie mam środków na rehabilitację"
Problem jest jeden – środki na zbiórce się skończyły, a rachunki za rehabilitację nie poczekają.
Dla Anety rozpoczęcie zbiórki nie było łatwe. Przez całe życie to ona pomagała innym. Pracowała w ochronie zdrowia i nigdy wcześniej nie prosiła nikogo o pomoc.
Dziś prosi, bo chce być zdrowa i sprawna dla siebie, ale także dla swojego syna.
"Bez Was nie byłabym w miejscu, w którym jestem dziś. Pomóżcie mi zrobić kolejny krok – w stronę sprawności i samodzielności. Dziękuję za każdą wpłatę i udostępnienie!"
%20(1)_JPG.jpg)
%20(1)_JPG.jpg)
BARDZO PILNA AKTUALIZACJA❗️(27.06.2026)
Z całego serca błagam Was o pomoc❗️ Musze żyć dla mojego syna... – Myślałam, że to koniec walki… wtedy usłyszałam: radioterapia.
Gdy włosy zaczęły odrastać, a ja uwierzyłam, że najgorsze już za mną, los znów zadał cios. Kolejne leczenie, kolejne skutki uboczne i pytanie, które wraca każdej nocy: czy moje ciało jeszcze się podniesie? Walczę dalej – bo muszę. Dla siebie. I dla mojego syna.
Jeszcze niedawno żyłam nadzieją, że zamknęłam najtrudniejszy rozdział. Po 8 cyklach chemioterapii – 6 podstawowych i 2 profilaktycznych – cicho wierzyłam, że to już koniec inwazyjnego leczenia. Zaczęłam powoli wracać do siebie. Włosy odrastały, wizyty kontrolne miały być już tylko formalnością, a ja skupiałam się na tym, by odzyskać siły po miesiącach wyniszczającej terapii.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie mogę się załamać.
Jestem mamą – dlatego nie poddam się mimo chemio i radioterapii. Jestem jego jedynym oparciem, całym światem, bezpieczeństwem. To dla niego każdego dnia wstaję, prostuję plecy i walczę, nawet jeśli bardzo boli. Staram się nie pokazywać choroby, bo on musi widzieć we mnie siłę.
Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy są ze mną – za każdą wpłatę, dobre słowo, udostępnienie i modlitwę. Wasze wsparcie daje mi siłę w chwilach, gdy brakuje jej najbardziej. Dzięki Wam wiem, że w tej walce nie jestem sama.
Proszę – pomóżcie mi stanąć na nogi. Dla mnie. Dla mojego syna. Dla przyszłości, o którą wciąż walczę.
Anetka

Dziś jestem po radioterapii. Grudzień 2025 roku – dokładnie rok po tym, jak w Wigilię przyjęłam pierwszą chemię. Formalnie zakończyłam leczenie onkologiczne. W praktyce… codziennie mierzę się z jego konsekwencjami.
Mam odrętwiałe dłonie, brak czucia w stopach, opuchnięte kończyny, torbiele, problemy neurologiczne i hormonalne. Moje ciało odmawia posłuszeństwa, a najprostsze czynności potrafią być ogromnym wyzwaniem. Do tego dochodzą nocne poty, uderzenia gorąca, bezsenność i ciągła niepewność – czy i kiedy to minie?
Mimo wszystko nie poddaję się. Chcę wrócić do pracy. Przez całe życie pomagałam innym – w laboratorium oraz jako opiekun medyczny. Moje dłonie były moim narzędziem pracy. Dziś właśnie one najbardziej potrzebują ratunku. Przede mną intensywna, długotrwała i niestety kosztowna rehabilitacja oraz turnusy usprawniające.
Niestety, ta nadzieja nie trwała długo.
Podczas wizyty kontrolnej we wrześniu 2025 roku dowiedziałam się, że konieczna będzie radioterapia. Decyzja zapadła szybko, a ja znów znalazłam się na starcie kolejnego etapu leczenia. 15 naświetlań, cztery tygodnie walki, strach przed kolejnymi skutkami ubocznymi – utratą włosów w miejscu naświetlań, pogłębieniem zaćmy i wyniszczeniem organizmu, który i tak był już na granicy.
BARDZO PILNA AKTUALIZACJA❗️(15.07.2025)
Zostaliśmy bez środków na leczenie – błagam o pomoc! Mój organizm jest wycieńczony, a każdy dzień to walka – nie tylko z chorobą, ale i z dramatycznym brakiem środków. Jednak nie mogę przerwać leczenia, to byłoby jak podpisanie na siebie wyroku. A ja mam dla kogo żyć - mój syn mnie bardzo potrzebuje!Niestety bez Waszej pomocy nie dam rady…
_edited_edited.jpg)
Nieustannie się leczę, w lipcu rozpoczęłam terapię profilaktyczną, która ma pomóc mi w dalszej walce z chorobą. To trudna droga, ale się nie poddaję. Jestem w najtrudniejszym momencie mojego życia – nie pracuję z powodu choroby, nie mam dochodów, a muszę utrzymać siebie i mojego syna.
Zgromadzone środki wyczerpały się, nie mam z czego zapłacić za nierefundowane leczenie, dojazdy na leczenie, czy rehabilitację. Każdego dnia czuję ogromne wsparcie – zarówno ze strony mojego dziecka, jak i od Was, Darczyńców. To daje mi siłę, by iść dalej. Dlatego dziś, z całego serca, proszę: nie pozwólcie mi zostać bez nadziei.
Nie pozwólcie, bym musiała wybierać między leczeniem a jedzeniem. Potrzebuję Was jak nigdy dotąd.Dołączam filmik z podziękowaniami, bo chcę Wam pokazać, jak bardzo jestem wdzięczna za każdą wpłatę. To dzięki Wam jeszcze walczę. Ale teraz potrzebuję Waszego wsparcia ponownie – natychmiast.
OPIS ZBIÓRKI
Aneta – samotna mama, która walczy o życie, by być przy swoim chorym synu! Potrzebuje naszej pomocy, by wrócić do życia i być przy ukochanym dziecku!
Nazywam się Aneta, mam 49 lat, a przez całe swoje życie poświęcałam się pomaganiu innym. Byłam pracownikiem medycznym, zawsze gotowa nieść pomoc tym, którzy jej potrzebowali. Dziś jednak to ja muszę prosić o pomoc… I to nie dla siebie, ale dla mojego dziecka, Piotra. Jestem samotną matką, która wychowuje syna z Zespołem Aspergera. Ma orzeczenie o niepełnosprawności i jest całym moim światem. Przez lata byłam dla niego mamą, terapeutką, przewodnikiem i jedynym żywicielem naszej małej rodziny.


Wszystko zmieniło się nagle, gdy choroba przyszła bez zapowiedzi. Jesienią, po zwykłym opuchnięciu oka, trafiłam do szpitala. Diagnoza była jak cios w serce — agresywny chłoniak z dużych komórek B, nowotwór, który nie dał nam czasu na przygotowanie się, który nie zapytał, czy jestem gotowa, czy dam radę. Po prostu zaatakował.
Dziś jestem po kilku cyklach intensywnej chemioterapii, ale przede mną jeszcze kolejne dawki, a później najprawdopodobniej radioterapia i długa rehabilitacja. Mój organizm jest wycieńczony, straciłam włosy, a sterydy, które przyjmuję, wywołały początki zaćmy. Z każdym dniem czuję, jak ta walka staje się coraz trudniejsza.
Ale nie mogę się poddać. Nie dla siebie – dla mojego syna. Tylko ja jestem przy nim, tylko na mnie może liczyć. Piotruś potrzebuje mnie zdrowej, silnej i obecnej. Potrzebuje mamy, która porozmawia z nim, przytuli go, pomoże odnaleźć się w świecie, który i bez choroby jest dla niego niełatwy.
Każdy dzień to nie tylko walka z rakiem, ale i strach o to, jak przetrwamy. Koszty leczenia, dojazdy, leki, rehabilitacja – to wszystko wiąże się z ogromnymi wydatkami, które sama nie jestem w stanie unieść. Nie mam nikogo poza Wami.
Dziś błagam Was o pomoc. O szansę na powrót do życia, na powrót do mojego syna, na bycie matką, którą Piotruś tak bardzo potrzebuje.
Proszę, pomóżcie mi. Dajcie nam nadzieję na przyszłość...
Aneta
Jeśli chcesz dokonać wpłaty przelewem tradycyjnym:
Fundacja Drobne Gesty
Tytułem: darowizna Aneta Karłowicz
Numer rachunku: 98 1140 2004 0000 3502 8359 9291 (mBank)
Numer IBAN: PL98 1140 2004 0000 3502 8359 9291
Numer BIC (SWIFT): BREXPLPWMBK
Zbiórka publiczna:
Jeśli chcesz zorganizować festyn, koncert lub kwestę dla Anety napisz do nas: fundacja@drobnegesty.pl lub zadzwoń: 783 278 275
Wpłaty ze zbiórki publicznej (do puszek) należy dokonywać na:
Fundacja Drobne Gesty
Tytułem: Zbiórka publiczna Aneta Karłowicz
Numer rachunku: 98 1140 2004 0000 3502 8359 9291 (mBank)
Numer IBAN: PL98 1140 2004 0000 3502 8359 9291
Numer BIC (SWIFT): BREXPLPWMBK
